Kurtyna podniosła się, ukazując bajoro, tylko, że na tle wschodzącego słońca. Kiki wchodzi z tabliczkami: AKT DRUGI SCENA I
(na scenę wchodzi Seiya, chwiejąc się, z flaszką w ręce, cały umazany, czymś, co prawdopodobnie miało być błotem; za nim wlatuje Death Mask)
Zygfryd: Seiya świetnie gra podpitego… Alberich: Mnie się zdaje, że za dobrze.
SEIYA Ani kroku nie zrobię dalej, Ty mi maro, jeszcze wina nalej. Na spotkanie z Balladyną, Poszedłem z pijacką miną. Czuję się cokolwiek ogłuszony, Czas wracać do mej przyszłej żony.
(Muu: Death Mask miał dobry pomysł z tym, żeby go upić… Od razu pamięta tekst.)
DEATH MASK (po cichu) No, ja myślę (głośno) Ależ Grabiątko, ty moje malutkie, Już masz wszystkie butelki puściutkie? Może do domciu już wrócisz? Inaczej swoją mamusię zasmucisz.
SEIYA Spać powiadam, późna już pora… Mnie do snu ulula moja zmora. (autentycznie zasypia)
(na scenę wchodzą Saori z Aphro)
SAORI I cóżeś zrobił z tym zleceniem, com ci dała? Nie sknociłeś i nie wyszła jakaś chała? Którą Kirkor wybrał na panią serca swego? Doszedłeś do skutku planowanego?
APHRO Kirkor nie zdecydował się, moja pani. Patrzył na jedną, na drugą i ani, ani. Rano mają wyjść do lasu Pozierać malin zawczasu. Która prędzej wróci z dzbanem pełnym, Ta siostrę zostawi z żalem daremnym. Bo Kirkor wybierze tą, co malin przyniesie, Ile grzybów po deszczu w lesie. Siostra jedna, słodka dziewczyna, Zwie się Alina. Przez zaśnięciem się tak ładnie modliła. Aż mnie całkiem rozczuliła. Mnie martwi, co innego… Balladyna poszła do kochanka swego.
SAORI Któż to był? Czy śledziłeś ją drogą? Jeśli nie, to zaraz ci wymyślę karę srogą!
APHRO (pokazuje na Seiyę) To on był! Chochlik go nie dopilnował! Po jakiś karczmach się chował!
SAORI (z satysfakcją do DM) Nie wykonałeś swego zadania, Nie mam o tobie dobrego mniemania. Czemuś ich nie powstrzymał?! Chochliku, jak zwykle żeś mnie wydymał! Ile razy jeszcze ktoś się nabierze, Na te oczka słodkie? Pytam szczerze!
DEATH MASK Moja pani, zakochanych powstrzymać się nie da.
SAORI Więc to twoja bieda! Skierko – zamknij go w czaszce białej, I zanieś do Tartaru – dziury w ziemi takiej małej.
DEATH MASK Toż to się nie godzi! Bym ja, ten, co się rodzi, Aby służyć takim pannicom, Musiał przebywać ze złośnicą. Mnie w Hadesie nie lubią, Zaraz ze zbroi oskubią. Jeden taki rycerzyk… Już mu się marzy ze mnie befsztyk. APHRO Osobiście, moja pani, zadbam, że tam trafi! Chochlik – już ci nie pomoże paczka sycylijskiej mafii.
(oboje schodzą ze sceny)
Alberich: Myślałem, że ten z dzikim fryzem, będzie zabawniejszy… SAORI (pod nosem) Jego szczęście, że nie był. (podchodzi do Seiyi; mówi głośno) Och, mój luby! Czy ty zechcesz mojej zguby? Po lesie on się szwenda, Ale to ta męda… Balladyna, niech dziewczynę piorun trzaśnie… Niech na wieki ona zaśnie! Przeżyłabym wszystkie zdrady, Z opiekunką z sierocińca maskarady, Spacery po plaży… To nic, że ona mu się marzy. Silna kobieta, co zabić by go chciała, Też się przy mnie wydaje mała. Jego sensei, wydra ruda, Dla mnie to nie więcej jak ułuda. Księżna rodem z północy, To płotka przy mojej mocy. Wszystkie inne po drodze, Przestraszą się mnie srodze… Ale nie Balladyna… Ona zawsze – dumna mina. Jedyną jest jej podporą, Przyjaźń z siostrą skorą Do wyrzeczeń w imię braterstwa, Choć nie wykazuje specjalnego męstwa.
(na scenę wraca Aphro)
APHRODITE Już się Chochlik zaznajamia z pewnymi Osobami ze skłonnościami sadystycznymi. Nie prędko stamtąd wróci, Za dużo osób ma na niego chuci.
DM (zza kulis): Ej!
APHRO Co? Nie mogę też mieć weny?
SAORI (wzdycha) Grabcu, Grabcu, obudź się mój kochany! Ja twe uleczę zaraz wszelkie rany. Co ty chcesz ode mnie? Jeśli zechcesz – zapłaczę rzewnie. Królem zostać pragniesz? Takim cię królem zrobię, że padniesz.
SEIYA (chrapie)
SAORI Więc to twoja odpowiedź?! Zaraz masz mi swojej miłości dowieść!
SEIYA (chrapie)
SAORI Świetnie… Niech zapłacze rzewnie… (zatkało ją)
DM: Gdy piorun w niego j**nie!
SAORI (udaje, że ona to powiedziała) Niech zamieni się, więc w wierzbę, Dość, gdy jego chrapanie słyszę pierwsze.
(Milo dyskretnie ściąga ze sceny Seiyę, a Shura na to miejsce wstawia wierzbę płaczącą)
APHRO Jak mu ładnie liście tu urosły! Z gałązek byłby wytrzymałe mosty. Niech teraz patrzy swym wiewiórczym okiem, Na swą Balladynę rok za rokiem. Pani moja! Szybko! Widzę Alinę blisko. Moja pani, kłaniam ci się nisko, Ale zmuszeni jesteśmy szybko opuścić to miejsce, To dziecinna igraszka, wielkiej jak ty czarodziejce.
(Saori i Aphro schodzą ze sceny; wchodzi Shun, podążając za przesuwanym przez Milo krzakiem malin; z drugiej strony wychodzi Ikki, kierując się za badylem przesuwanym przez Shurę)
Freya: Ona tu zginie prawda? Hagen! Uratuj ją! Hagen: Ale ja nie mogę! Freya: Ty jesteś tchórz! Marine Shoguns: Ciiiiiiii…
SHUN Ile malin jest tu, na tej ścieżce! Myśl, że ich tyle nazrywam mile mnie łechce. Kirkor taki piękny i zrównoważony, Ach, gdyby tylko we mnie szukał żony… Tak moja siostrzyczka zostanie z niczym, A mnie matka przecież ćwiczy, Że to ja mam pozostać z niczym. Podczas, gdy Balladyna, Ma być dla księcia jedyna.
IKKI Żadnych malin – wszystko usmażone. Kirkor mnie nie weźmie za żonę. Nie zostanę księżną na zamku dalekim, Będę sprzątać po weselu wielkim. Słyszę Alinę, jak się śmieje, Pewnie szykuje się na owo wesele. Dzbanek ma pełniutki, Gdzież ona znalazła te wszystkie jagódki?
SHUN (podbiegając do Ikkiego) Siostrzyczko ma miła, Czyś ty się zgubiła? Czemu twój dzbanek pełen pustki? Nie znalazłaś ani jednej maliny w kolorze matczynej chustki? Mnie jednej malinki brakuje, Czy moja siostrzyczka mi ją podaruje? Czemuż masz taką minę srogą? Czemuś ty się mi stała nagle wrogą?
IKKI (gubiąc się w tekście) A bierz malinę tą jedną… małą… I zawartą w niej twą przyszłość całą.
SHUN (przez zęby) Zaśmiej się diabolicznie.
IKKI Hi, hi, hi…
SHUN To nie było diaboliczne… Ale od czego mam w końcu wyobraźnię? (głośno) Co znaczy ten śmiech diaboliczny? Czyś ty się uczyła od panien ulicznych? Czemu masz taki wzrok dziki? Ja się boję, dziwne te nawyki twoje…
IKKI (wyciąga nóż)
Mime: Nie wierze, że on to zrobi. Syd: Ja też nie. Bud: Coś mi mówi, że Rycerz Andromedy będzie musiał popełnić tam samobójstwo, bo Ikki go nie tknie. Kanon: Ja bym nie przegapił okazji. Mime: Mówię wam, oni to teraz zepsują. Alberich: Bo się nie wymordują…
SHUN (płacz)
Widownia milczy, Ikki się na niego gapi.
IKKI To nie było zaplanowane.
SHUN Wiem! Ale oni są okropni, a ty masz mnie za chwilę zabić, ja nie wiem, co mam teraz mówić, i wszystko mi zepsuli. (zanosi się płaczem)
Widownia – kompletne zakłopotanie.
Syd: To… My już będziemy cicho… Mime: I ocenzurujcie tę scenę albo co…
SHUN (w momencie przestaje płakać) Siostrzyczko, co robi ten nóż w twej dłoni?
IKKI (załapuje) Ten nóż nas przed zbirami ochroni.
SHUN Porozmawiajmy jak siostrzyczka z siostrą. Maliny w całym lesie rosną. Lecz taki mąż jak Kirkor nieprędko się znajdzie, Ty nie możesz się oprzeć frajdzie, Że panią zamku zostaniesz. A jednak swego przyszłego męża kłamiesz! Ja go kocham szczerze, W jego dobre serce wierzę!
IKKI A gdybym cię siostrzyczko ukatrupiła? Czy całkowicie ja bym tu zawiniła?
SHUN Co też ty mówisz za oszczerstwa? Ty byś mnie zabiła? Takiego kłamstwa Jeszcze z twych ust nie słyszałam. A całe życie uważnie cię słuchałam.
IKKI (łamiącym się głosem) Daj mi ten pełny malin dzbanek!
SHUN Ale w nim mój kochanek!
IKKI Daj, bo cię zabiję!
SHUN Och, nie poznaję… Czy to Balladynę Słyszę tu przede mną? Przecież wystarczy, Że mnie pocałunkiem, siostrzyczka w usteczka uraczy. Poproś, ja nic od ciebie nie chcę… Całe życie dumę twą łechcę.
Bud: Ja też chcę mieć takiego brata.
SHUN (morderczy wzrok – trochę mu nie wyszedł)
IKKI Czy ja mam cię prosić o maliny? Czy ja jestem prosta, jak te ze wsi dziewczyny? Czy ja się muszę przed tobą płaszczyć? Ja cię powinnam krwią namaścić!
SHUN (naigrywa się) Ja prędziutko do Kirkora zaraz polecę Tam prosto, przez miedzę. Dam mu swoje maliny, A on w nosie będzie miał wszystkie dziewczyny. Ty pozbieraj sobie kamyczków do dzbanka, Może uzbiera ci się miarka.
IKKI (cisza)
SHUN (trochę panikuje) Czy ty na mnie nie jesteś zła? Bo ta niewyparzona buzia ma.
IKKI (rozbija dzbanek Shuna; widownia wstrzymuje oddech; Ikki nic)
SHUN Siostrzyczko?
IKKI (nic)
SHUN Balladynko?
IKKI (nic)
SHUN Ikki, cholera jasna, masz mnie zabić!
IKKI Ale ja NIE UMIEM. To dla mnie nowa sytuacja…
SHUN To wyciągnij rękę… Sam się nadzieję.
IKKI (nic)
Sainty zza kuli: ZABIJ GO WRESZCIE!
IKKI (zestresowany) Fenniksu Gen Ma Ken
SHUN (pada nieco przysmażony)
Widownia: O.o”
IKKI (już z ulgą) Ach, cóż moje ręce zrobiły najlepszego? Zabiły mego brata sercu najbliższego… zaraz, to nie tak miało być…
SHUN (syczy) Zabiły kwiat serca mego…
IKKI Zabiły kwiat serca mego…
SHUN (ze zrezygnowaniem) Co ja powiem mojej matce, Że tak malin pozbierałam po kapce? A jeszcze siostrę swą zabiłam! Ten nóż jej w serce wbiłam… Powtórz i upuść ten nóż…
IKKI (powtarza i upuszcza nóż)
GŁOS NIBY Z WIERZBY Rany boskie! Jezus Maryja! Ale tu się stała chryja!
IKKI Cóż to za głos się niesie? Czyżby ktoś teraz chodził po lesie?! Uciec, prędko uciec… Bo inaczej karę ja odbyć musieć…
(Ikki zbiega ze sceny, wchodzi Saori i Aphro)
SAORI To okropieństwo najwyższe! To działania najniższe! To jak zamknąć swojego brata Gemini, W podłej, małej, zalanej jaskini!
Kanon: Racja!
SAORI (zadowolona) Skierko biegnij, sprowadź tu, czym prędzej Pustelnika, by zobaczył skutki tej zbrodni nędznej. (Aphro odbiega) O! Widzę tego pasterza, co się błąka, Kochanki swej szuka – co za rozłąka. Nie może określić swoich wymagań, Ma dość ludzi i ich na jego temat mawiań. Tu by mu się podobała Posiadaczka jabłuszka mała… Innym razem gotów jest się bić Choćby miał i lawę pić, O blondwłosą piękną istotę, Nawet, gdy jego przeciwnik ma go za niemotę.
Hagen się czerwieni.
(Saori schodzi ze sceny; wchodzi Hyoga, starając się nie zauważać Shuna, mimo że o niego zakopnął)
HYOGA (zbity z tropu) Szukam, szukam pięknej dziewicy, Najlepiej pięknej Heleny bratanicy. Nigdzie nie widzę mojej cudownej kobiety, Jak ją wreszcie zobaczę – dobiegnę do mety Mego życia. Jej zielony włos, Widzę wyraźnie jak ten wrzos. (udaje, że dopiero teraz zauważył podeptanego przez niego Shuna) Och! Cóż to za piękny anioł tu leży?! Czyżbym się wzniósł do anielskich wieży? Co za uroda! Co za wdzięk! Co? Nieżywa? To najgorsza z męk! (pada na kolana, podnosi upuszczony sztylet) Tym narzędziem ma luba ugodzona, Wszędzie krwią własną pobrudzona! Czemuż ty nie żyjesz?! A ty, czemu, moje serce, nad jej utratą tak wyjesz?! Nie znałem cię piękna dziewczyno. Widać nasze życia się miną… Upaść muszę do twego łona, Czemu ty nie moja żona?!
Freiya: Czemu ty nie możesz być taki romantyczny? Hagen: Eeee… Io: A ten na scenie się jeszcze zastanawia, zamiast pieprzyć póki ciepła… Zygfryd: Za grosz kultury. Sorrento: Io, ale Shun jeszcze żyje… Io: Tym lepiej. Shun: Ateno… HYOGA Z twych piersi jak wąż się wije, struga krwi, To zatrzymuje bicie serca mi! Ty byś mnie ogrzała, gdy serce me lodowe, Ja bym twe życie uczynił kolorowe. Pozwól, że pocałuję twe usteczka. Ach, biedna twa mateczka! (konsternacja)
Widownia wstrzymuje oddech, tak jak aktorzy za kulisami.
HYOGA (nic)
SHUN (otwiera jedno oko) No całuj mnie!
HYOGA Ale…
(Shun przyciąga jedną ręką Hyogę; zamierają w tej pozycji)
Po widowni przechodzi pomruk. Io: No wreszcie się wziął do rzeczy. Swoją drogą… Fajne dzisiaj te trupy.
(na scenę wtacza się bardzo zgarbiony Shiryu)
SHIRYU (kopie Hyogę) Możesz już przestać. Stój! Złapałem mordercę na uczynku gorącym…
Kanon: Bardzo gorącym. Oni zaraz dostaną szczękościsku. Alberich: A ty się, Hagen, martwisz, że on ci Freiyę odbije?
SHIRYU …Z sercem namiętnością… nienawiścią płonącym.
(Shun odpycha Hyogę od siebie)
HYOGA (rozanielony) Ach Pustelniku znalazłem kochankę, Mego rozdartego serca wybrankę. Ale ona nieżywa, Tak w bajkach nie bywa! Ożyw ją mój wielki panie! Filon na każde twe wyzwanie stanie!
SHIRYU (z pomięszaniem) To miała być rozpacz… Tyś młody silny, Zbyt pannom przymilny, Weź ją na ręce, Ja pomogę jej naprędce.
HYOGA (wstaje) To pod tym drzewem mą lubą zobaczyłem I serce młode dla niej zgubiłem. Niech więc zerwę gałąź, Aby upamiętnić mą żałość. (zrywa gałązkę z wierzby)
GŁOS NIBY Z WIERZBY Jam tu śpię pijany, Nie porwiesz mnie maro w tany.
HYOGA Przemówiła do mnie ta wierzba płacząca, Nad losem mojej lubej skomląca!
SHIRYU Takie cuda się zdarzają, Mnie tam drzewa już ganiają, Gdy jeden taki rudy Ma dosyć w zamku nudy… Tak, więc bierz Alinę, Spróbujemy ożywić dziewczynę!
(Hyoga bierze na ręce Shuna i odchodzi z Shiryu; wchodzi Saori i Aphro)
SAORI (macha ręką w stronę, czegoś, co było już tylko kikutem, a nie drzewem) Urwał mu gałązkę, to pasterzysko wstrętne, A niech go utopią wody mętne. Jak mój Grabek musi teraz cierpieć! Co ja zrobiłam, że mu tu tak każę marnieć?
APHRODITE Widzę jak tu idzie Balladyna, Z jej rąk już nigdy nie zostanie zmyta wina. Jak się chlasła gałązką między oczami, To tej blizny już nie wyleczy nawet Shinigami. [to dla ciebie Yuki ]
SAORI Odejdź Skierko, ja udam Alinę, Może zmiękczę zbrodniarską dziewczynę.
(Aphro wręcz ucieka ze sceny; mijając Ikkiego, który ma poszarpaną kieckę i potargane włosy; Saori siada pod wierzbą, która się przewraca, i zakrywa sobie twarz chustą)
IKKI (nieudolnie udając obłęd) Wszędzie mnie głos mojej siostry męczy, Ciągle mi nad uchem ktoś stręczy, By wrócić do mateczki I zapalić za Alinę świeczki.
SAORI Siostrzyczko…
IKKI (po cichu) I ja mam się na to nabrać? Nie umiesz udawać Shuna.
SAORI Zamknij się!
IKKI Boże! Czy ja słyszę głos mej siostry Aliny? Może to mowa jakiejś innej dziewczyny. Moja mała siostrzyczka zabita! Będzie z niej wspaniała anielica!
SAORI A jeśli ja żyję? Jeśli to się nie stało? Jeśli zastosowałaś na sobie technikę małą Walki? Gdyby to wszystko ułudą się okazało? Czy by się swą siostrę ratowało? Wyrzekłabyś się Kirkora? Który do naszych drzwi zawitał jak zmora?
IKKI Kirkor? Ach nie! Nie wyrzeknę się go za nic! Wolę siostrę moją drugi raz zabić!
SAORI (odkrywa swoją twarz)
IKKI Kim ty jesteś? Czy jakąś boginią olimpijską? Jednak z figury jesteś płaską deską.
SAORI Ikki!
IKKI Zapomniałem tekstu…
SAORI (zatyka ją) Ja też… Ty bezwstydna rozpustnico! Ty cholerna jawnogrzesznico!
DM: No proszę… Uczy się dziecko.
SAORI Siostrę swą dla blondynka zamordować? To gorsze niż chleba głodnemu pożałować. Idź, więc do swego księcia! Ale nie zazna on z tobą szczęścia. Weź ten dzbanek malinek (zbiera maliny z potłuczonego dzbanka i do drugiego) Za który twoja siostra poszła na wieczny odpoczynek.
(Ikki bierze dzbanek i znika ze sceny)
SAORI Odeszła Balladyna, co siostrę swą zabiła, Więc swoje imię poważnie zhańbiła. Jednak blizna na jej czole zawsze tam pozostanie, A jej noga w lesie już bezpiecznie nie postanie. Drzewa ją będą prześladować, Krzaki owoców żałować. Zwierzęta przed nią uciekną, Myśliwych nawet ubiegną. Ja tymczasem wrócę tu, gdy blask miesiąca Wzejdzie, bo słuchać szumienia wierzby bez końca.
(Saori schodzi ze sceny; opada kurtyna)
Sorrento: Rozkręcają się.
Następna część: Akt II Scena II |