Którą serię wytypowałeś w oficjalnej ankiecie Cav Zodiaco jako tą, którą chętnie byś zobaczył na 30-lecie Saintów?

Next Dimension
Next Dimension
26% [16 głosów]

Epizod G
Epizod G
16% [10 głosów]

Saintia Shou
Saintia Shou
3% [2 głosy]

Zeus Chapter
Zeus Chapter
18% [11 głosów]

Remake klasyka
Remake klasyka
31% [19 głosów]

Inną
Inną
6% [4 głosy]

Ogółem głosów: 62
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 01/16/2016

Archiwum ankiet

FAN FICTION - Aylis - Wojna Żywiołów 32

Rozdział XXXII - Droga na szczyt

Mu nie miał okazji zbyt długo przejmować się swoją siostrą, choć zdążył w myślach całkiem nieźle ją zwymyślać, dodając kilka niepochlebnych epitetów. Jednak stojąca przed nim Undine też już odzyskała zdolność widzenia. Chwilowa jej utrata, połączona z ulotnieniem się dwóch przeciwników, zdecydowanie nie przypadła jej do gustu. Piękna twarz wykrzywiła się, przestając przypominać ludzkie oblicze.
Ostry wrzask uderzył w Mu z niesamowitą siłą. Aries się zachwiał. Jego ręce automatycznie pomknęły do uszu, zaciskając je, starając się odciąć od tego dźwięku. Bez skutku. Rycerz Barana miał wrażenie, jakby ktoś przebił mu już bębenki, zmiażdżył narząd słuchu, a teraz wbijał tysiące szpilek w jego mózg. Jednak nadal słyszał ten krzyk - wysoki, wibrujący, zadający niewyobrażalny ból. Ci, którzy stali najbliżej, czyli on, Shun, Ikki i Shiryu, powoli osunęli się na kolana, rozpaczliwie dociskając dłonie do uszu. Świat wokół nich zaczął tracić ostre krawędzie.
Mu pomyślał, że nie wytrzyma tego dłużej. Czuł, jak z zaciśniętych oczu wyciskają się mimowolne łzy bólu. Z wysiłkiem rozwarł jedną powiekę, patrząc na przeciwniczkę. Jego dłoń oderwała się od ucha, cofając lekko, posłuszna jednej, otępiałej myśli, wypełniającej jego umysł: "Przerwać to. Zatrzymać." Wrzask dotarł do niego ze zwiększoną siłą. Zachwiał się zgrzytając zębami. Całą siłę woli wykorzystał, aby nie pozwolić wrócić ręce do poprzedniej pozycji. Nie poddać się. Jego ramię cofnęło się jeszcze trochę. Powoli, opornie zaczęła pojawiać się wokół niego słaba złota aura. Miał nadzieję, że to wystarczy. Wiedział, że ma tylko jedna szansę.
Spierzchnięte wargi wyrzuciły z siebie ochrypły, niesłyszalny w tej sytuacji okrzyk.
- Starlight Extinction.
Trafił. Sam nie wiedział jakim cudem, ale uderzył ją w twarz. Krzyk urwał się nagle, gdy dziewczyna zrobiła kilka chwiejnych kroków do tyłu. Spojrzała na niego z wściekłością, dotykając policzka. Gdyby nie ten gest Aries nie byłby w stanie określić, w co dokładnie uderzył. Nie wyglądała na ranną. Nawet nie krwawiła.
Mu dyszał ciężko, ale jemu też w zasadzie nic nie było. Tuz obok niego Ikki podniósł się ostrożnie na nogi, czując, że ma je z waty. Shiryu też już stał. Oddychał głęboko i starał się skupić rozbiegany wzrok. Myślami wolał się jeszcze nie zajmować. Nieco dalej klęczał Shun. Jego ramiona lekko dygotały i był bardzo blady, ale trzeźwo rozglądał się wokół. Uśmiechnął się, gdy napotkał wzrok Mu. Wyglądało na to, że nie odnieśli poważniejszych obrażeń, choć szok jeszcze nie minął.
Kilka metrów dalej wcale nie było lepiej.
Hyoga klęczał niedaleko Aldiego, zaciskając rękę na okropnym oparzeniu na prawym ramieniu. Starał się je schłodzić, jednak ledwo powstrzymywał się, żeby nie syczeć przy tym przez zęby. Nie wiedział, z bólu czy frustracji. Odnotowywał właśnie w umyśle fakt, że podchodzenie do Ifryta na odległość bliższą niż półtora metra jest zdecydowanie głupim pomysłem. Dowód na to już miał.
Taurus próbował działać z dystansu, ale bez większego skutku. Płomienie trzaskały przy spotkaniu z Great Horn, wyraźnie osłabiając moc ataku. Owijały się wokół świetlnych wiązek niczym w jakiejś chorej grze dwojga kochanków. Żaden cios nie dotarł do stojącej im na drodze zjawy.
Ifryt obserwował to z radosnymi błyskami w oczach. Uśmiechnął się szeroko i skoczył. Zaskoczony Łabędź bezradnie się przyglądał, jak duch ognia w mgnieniu oka znalazł się tuż przy rycerzu Byka. Aldebaran uchylił się od ciosu i złapał go za nadgarstki, jakby zamierzał je zmiażdżyć. Hyoga poczuł nieprzyjemny zapach palonej skóry. Zerwał się na nogi, ale zanim zdążył zrobić coś więcej Ifryt z diabelskim uśmiechem wykręcił swoje ręce w sposób nieosiągalny dla istoty posiadającej normalne, materialne ciało. Chwycił za naramienniki zbroi Byka. Rozgrzany metal bardzo szybko przybrał czerwoną barwę.
Krzyk Aldiego zmieszał się z wrzaskiem Łabędzia, przywołującego Diamond Dust. Hyoga nie miał pojęcia, jaką temperaturę trzeba osiągnąć, aby stopić złoto i nie chciał wiedzieć. To, co widział, przerażało go w wystarczającym stopniu.
Pomiędzy dwoma ośrodkami walki panowała zupełnie inna atmosfera.
Milo, Aiolia i Seiya przyglądali się stojącemu przed nimi gnomowi. Dwaj pierwsi podejrzliwie, ostatni z nieskrywanym zaciekawieniem.
- Co to jest? - zapytał w końcu Pegaz.
Stworek łypnął na niego ponuro.
- Co? Jak to co? - powiedział głosem tak skrzeczącym i donośnym, że złoci rycerze aż podskoczyli. - Czy ja cię pytam czym ty jesteś, chodząca konserwo?
- Nie jestem żadną konserwą! - oburzył się - Jestem Seiya, rycerz Pegaza, obrońca Ateny!
Duch Ziemi łypnął na niego podejrzliwie, jakby się nad czymś zastanawiając.
-- Ja jestem Godlumthakathi -powiedział w końcu.
- Godumak...? - Seiya spróbował powtórzyć, miał jednak wrażenie, że język zaraz wykręci mu młynka i zawiąże się na kokardkę.
- Godlumthakathi - stworek poprawił z godnością. - Jestem gnomem.
Mówiąc to, wyciągnął rękę do Pegaza w geście powitania. Tamten zawahał się, ale podszedł i uścisnął mu dłoń.
Milo pierwszy zauważył w oczach gnoma niepokojący błysk. Rzucił się do przodu, aby odsunąć rycerza z brązu. Nie zdążył. Zanim do niego dotarł Seiya zapadł się już po kolana w ruchome piaski.
- Złapałem go! Złapałem go! Złapałem go! - cieszył się stworek skacząc wokół, gdy Pegaz bezskutecznie próbował uwolnić nogi z ponownie litej skały.

* * *

Shaka biegł z prędkością, której widok przyprawiłby o atak apopleksji rekordzistów świata w sprincie, a i tak miał problemy z doścignięciem Arin. Srebrne gwiazdy wyszywane na brzegu granatowej peleryny migotały przed nim. kusiło go, aby pociągnąć za materiał, zmuszając dziewczynę do zatrzymania się. Niestety wciąż był za daleko, aby ją dosięgnąć. Minimalnie, a jednak za daleko.
Gdy mijali kolejny zakręt Virgo wpadł na inny pomysł. Skoncentrował się, odbił od skały i skoczył. Wykonał zgrabne salto i przeleciał nad dziewczyną, lądując tuż przed nią. Arin nie zdążyła wyhamować. Wpadła na niego, przewracając ich oboje. Jeden gwałtowny obrót pozwolił Shace znaleźć się na górze i przygwoździć ja kolanami.
Prychała jak wściekła kotka.
- Odbiło ci? - wyrzuciła z siebie. - Złaź ze mnie!
Rycerz Panny pochylił się tak nisko, że jego grzywka delikatnie łaskotała jej czoło.
- Dlaczego? - spytał cichym, aksamitnym głosem. - Przecież jesteśmy tu sami.
Arin zamarła, wlepiając w niego oczy, gdy dotarł do niej sens tych słów. Virgo spokojnie ją obserwował, jednak po chwili nie wytrzymał. Wyprostował się, odchylił do tyłu i wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- Powinnaś zobaczyć swoją minę - wydusił, gdy już był w stanie się odezwać.
Odsunął się na bok, pozwalając jej usiąść, ale dłoń zacisnął na materiale płaszcza. Tak na wszelki wypadek. Zauważyła to, ale powstrzymała się od komentarza.
- Bo ty masz głupie pomysły! W takiej chwili!
Shaka uniósł brew.
- Bardziej zabolała cię propozycja czy fakt, że ona była żartem? - spytał z udawanym zaciekawieniem.
Policzki Arin mogłyby konkurować z najbardziej dojrzałymi pomidorami, co jeszcze pogłębiło wesołość chłopaka.
- Jesteś niepoważny! - oświadczyła, doskonale wiedząc, że właśnie trafiła w wyjątkowo czuły punkt.
Shaka spoważniał.
- Wolę być niepoważny w ten sposób - powiedział ostro - niż robić to, co ty teraz.
- Czyli co?- spytała zdziwiona. Najwyraźniej nie rozumiała.
Skinął głową w kierunku z którego przybyli.
- Masz zamiar ich tak zostawić? - wyraźnie słyszała niedowierzanie w jego głosie. - Tam jest twój własny brat!
- I twoi przyjaciele, a jednak również jesteś tutaj - odparowała.
Przez kilka sekund patrzyli sobie bez słowa w oczy. Arin pierwsza nie wytrzymała i spuściła oczy.
- Poradzą sobie - powiedziała cicho. - Te duchy maiły nas tylko zatrzymać. Nie są w stanie pokonać rycerzy.
Naprawdę chciała w to wierzyć. Nie miała pewności czy to prawda. Shaka miał rację. Gdy ich zostawiła w ogóle o tym nie myślała. Po prostu ich porzuciła. Pognała przed siebie...
Wstała, odrzucając kiełkujące wyrzuty sumienia. Teraz już nic nie mogła zmienić.
- Co masz zamiar zrobić? - spytał niepewnie Virgo.
- Zatrzymać ich - odparła ponuro. - Jeśli się da. Pewnie dotarli już na szczyt.
Zawahał się.
- Ta głupota, o której mówiłaś wczoraj... - urwał.
Dziewczyna rozłożyła ręce w geście, który mógłby wyrażać bezradność. Prześlizgnęła się spojrzeniem po pustych, rozwartych dłoniach.
- Pora zacząć tańce - powiedziała z krzywym uśmiechem.

* * *

Shun stwierdził, że znowu jest na kolanach i stara się złapać oddech, ale nie potrafił sobie przypomnieć dlaczego. To znaczy, nie wiedział dokładnie dlaczego, bo to, że po raz kolejny oberwał do niego dotarło. Przez cały czas był bardzo rozkojarzony. Jego myśli świetnie się bawiły zwiedzając zdecydowanie dalsza okolicę i nie przejmując się obecnością Undine.
Dla przykładu, chłopak właśnie zdał sobie sprawę z faktu, że zastanawia się nad kupnem nowego dywanika do łazienki w swoim mieszkaniu w Japonii. Patrzył na włosy Undine. Jakim torem przyczynowo-skutkowym podążały jego myśli, aby dojść do takiego miejsca, wolał nie wiedzieć.
Andromeda gwałtownie potrząsnął głowa, starając się skupić na przeciwniczce. Nie widział jej dokładnie. Ikki stał w taki sposób, że Shun mógł dostrzec ducha wody tylko wtedy, gdy ten się poruszał. Zielonowłosy aż za dobrze wiedział, dlaczego jego brat zatrzymał się właśnie w tym miejscu. Poczuł, jak płoną mu policzki. Znowu był kulą u nogi. Porcelanową lalką, na którą trzeba wciąż uważać.
Być może właśnie ta myśl przepełniła czarę i popchnęła go do działania, którego nie podjąłby się, gdyby zastanowił się choć przez chwilę. Ten dzień stał pod znakiem nieprzemyślanych decyzji.
Shun skoczył, niemal wchodząc pod cios Mu, próbującego atakować. Uwaga Ikkego w połowie kroku odwróciła się od Undine, koncentrując na Andromedzie. Jego ciało potrzebowało jednak więcej czasu na przestawienie się. Górna część zaczęła się obracać, dolna kończyła unik. Ikki nie był w stanie tego w pełni kontrolować. Stracił równowagę.
Shun przeskoczył nad bratem i wyprowadził cios, celując tak precyzyjnie, jakby to był trening. Jego przeciwniczka nawet nie próbowała się zasłonić.
Feniks chciał go powstrzymać, jednak pozycja klęcząco-siedząca nie nadaje się zbytnio do łapania biegnących osób. Ze złością zacisnął zęby, czekając na to, co się stanie. Miał złe przeczucia.
Rozległo się ciche "chlup". Ikki trochę się zdziwił. Spodziewał się innych dźwięków. Jakieś "plask", "łup", "chrup", odgłos szamotania się, cokolwiek, ale nie "chlup". Mimo wszystko na początku pomyślał, że Andromedzie się udało. Fakt, że trafił, był aż nadto widoczny, ponieważ ręka Shuna aż po nadgarstek była wbita w brzuch dziewczyny. Cichy syk, który wydała ciężko było zinterpretować. Od biedy mógłby być sykiem bólu. Wyrażał zadowolenie. Triumf. Ikki poznał to po oczach brata.
- Woda? - dobiegł go pełen niedowierzania szept.
Umysł Shuna nie chciał w to uwierzyć, a jednak zmysły wiedziały swoje. Czuł się tak, jakby przebił ręką powierzchnie jeziora, to znaczy było mu mokro i trochę zimno. Jednak tafla, którą pokonała jego dłoń stwardniała, zamieniając się w twardą skorupę. Wnętrze wciąż było płynne.
Oniemiały Ikki patrzył jak jego brat stara się cofnąć rękę. Bez skutku.
Undine nie dała mu czasu na ponowienie próby. Gwałtownym szarpnięciem odwróciła Andromedę tyłem do siebie tak, że zasłaniał ją przed pozostałymi. Mu usłyszał ciche, nieprzyjemne chrupnięcie i urwany krzyk. Pomyślał, że Shun będzie miał co najmniej wybity bark. Dobrze, jeśli skończy się tylko na tym.
Jakby w odpowiedzi na te ponure myśli dziewczyna przyłożyła ostre jak sztylety pazury do gardła chłopaka. Jakiekolwiek słowa nie były potrzebne. Gest był wystarczająco wymowny.
Aries zobaczył, jak zaciśnięta w pięść dłoń Feniksa drga, aby po długiej chwili rozluźnić się powoli i opaść bezwładnie wzdłuż boku. To też było wymowne. Sam miał ochotę zrobić to samo.

- Wypuśćcie mnie! - darł się tymczasem Seiya kilka metrów niżej. - Ja chce z tego wyjść! Zróbcie coś z tym!
Milo patrzył raz na niego, raz na skaczącego z radości gnoma i miał wielką ochotę zapytać, co według Pegaza powinni "z tym" zrobić. W końcu przez własną głupotę znalazł się w takiej sytuacji.
Ostatecznie powstrzymał się od komentarza. Nie chciał słuchać wykładu Aiolii, że "złoci rycerze mają obowiązek pomagać słabszym i mniej zorientowanym osobom". To był główny minus spędzania czasu z rycerzem Lwa. Elastyczność jego poczucia honoru była dokładnie taka, jak elastyczność popytu na papier toaletowy. Doskonale sztywna.
Tak czy inaczej stworek wyładował już chyba większość rozpierającej go radości i przestał skakać, choć nadal uśmiechał się szeroko, patrząc na złotych rycerzy. Aiolia patrzył na niego groźnie.
- Uwolnij go! - zażądał.
Gnom wyglądał na lekko zaskoczonego.
- Dlaczego? - zaskrzeczał. - Dał się nabrać. Dał się złapać. Godlumthakathi wygrał.
- Nie można w ten sposób więzić innych bez pozwolenia! - głos Leo upodobnił się do nauczyciela upominającego urwisa.
Milo zastanowił się nad tym. Gnom nie wyglądał groźnie i najwyraźniej bardzo lubił psocić, ale... No właśnie. Coraz trudniej było mu skupić się na tym, co powinno znaleźć się po "ale". Tak, jakby coś nie pozwalało mu nad tym myśleć. Usypiało czujność. Oczy rycerza Skorpiona rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę, czemu ma to służyć.
- A z pozwoleniem można? - pytał tymczasem zupełnie poważnie duszek. Aiolia miał trochę zaskoczoną minę, nie miał jednak czasu, aby odpowiedzieć. - Bo jeśli można, to jest w porządku. On nie mówił, że nie wolno go złapać. Po fakcie się nie liczy, bo ja już wygrałem. A zwycięzca ustala zasady.
Gnom błysnął białymi ząbkami w szerokim uśmiechu. Milo patrzył jednak na jego oczy. Nie podobało mu się spojrzenie, które wbił w rycerza Lwa.
- Scarlet Needle!
Zdążył. Zaatakował w chwili, gdy ich przeciwnik skoczył w stronę rycerza Lwa, jednak stworek uchylił się. tak szybko, że Skorpion nawet nie zauważył jego ruchów.
Gnom patrzył na niego ze złością dziecka, któremu dano klapsa za kolejną psotę. Jednak ten gniew był o wiele bardziej niebezpieczny. Ziemia wokół złotych rycerzy zafalowała. Pajęczynko pęknięć pomknęły po blokach marmuru, jakby nie były niczym więcej od kawałków szkła. Coś wyszło z powstałych szpar.
Milo cofnął się niepewnie dwa kroki wpatrując w otaczające ich stworzenia. Podniósł wzroku na gnoma myśląc ze zgrozą, ze on dobrze zna pojęcie zemsty.
Promienie słońca załamywały się na setkach czarnych pancerzyków, upodobniając je do klejnotów. Skorpiony zbliżały się szybko.

- Przepraszam! - wydusił Hyoga, podbiegając szybko do Aldebarana. Sądząc po minie Łabędzie jego największym marzeniem było w tej chwili zapadnięcie się pod ziemię.
Powiedzieć, że sobie z przeciwnikiem nie radził byłoby wyjątkowo łagodnym określeniem sytuacji. Cygnus nie wiedział, co go w zasadzie powstrzymuje od porzucenia pola walki. Na pewno nie chodziło jednak o honor czy przyjaźń. To, czym zdążył się już popisać dawno przerwało tą granicę.
- Nie szkodzi - odparł, już chyba po raz setny, Taurus. Spokojnie oglądał bardzo skutecznie zamrożony naramiennik swojej zbroi. Hyoga był mu naprawdę wdzięczny za brak dodatkowych komentarzy.
Aldi przez jakiś czas tylko patrzył na rękę, nie zwracając już większej uwagi na szalejące wokół nich płomienie. Trudniej było ignorować piekielne gorąco, które wyciskało z obu rycerzy ostatnie poty. Pod tym względem Aldebaran był nawet Cygnusowi wdzięczny. Lód przyjemnie chłodził.
Nieco dalej przystanął Ifryt. Rycerz Byka chciał wierzyć, że podarowana im chwila oddechu jest spowodowana zmęczeniem istoty, a nie chęcią przedłużenia zabawy, ale nie miał na to wielkich nadziei. Potrzebny im był jakiś pomysł. Sposób, aby mogli się choć na krótko do niego zbliżyć, nie zamieniając w żywą pochodnię.
Nagle Aldi poczuł się tak, jakby ktoś go walnął podkową w głowę. Podkową z koniem w zestawie. Jeszcze raz przebiegł spojrzeniem od powoli rozpuszczającego się lodu na ręce do Ifryta, aby w końcu zatrzymać je na Hyodze. Uśmiechnął się.

* * *

Spóźnili się. Wiedziała o tym już od dłuższej chwili, ale zaakceptowała dopiero, gdy minęli ostatni zakręt i zagłębili między kolumny. Wyładowanie energii uderzyło ich w twarz. Arin ustała na nogach tylko dlatego, że Shaka w porę ją chwycił. W jego otwartych oczach odbijały się tańczące w powietrzu kolorowe światła. Nie patrzył na nią. Całą uwagę skupił na scenie przed nimi. Ona też spojrzała w tamtym kierunku.
Dla tego widoku warto by było zabić, warto umrzeć...
Kolorowe iskry tańczyły w powietrzu, mieszały się i wirowały. Całe pomieszczenie tchnęło jakąś przedziwna magią. Rycerz Panny odniósł wrażenie, jakby było ono żywą istotą, posiadającą własną, łagodną moc. Czuł, jak go otacza, dostraja się do jego aury. Zniknęło gdzieś zmartwienie i ciężar pytań, które pozostawały bez odpowiedzi. Przed nimi, w idealnym okręgu wolnej przestrzeniu rozpoczynał się świat mitów i legend. Ogromna, a zarazem delikatna tęcza spływała z kryształowego witrażu w suficie i otaczała troje mistycznych wojowników. Stali w taki sposób, aby stworzyć równoramienny trójkąt, a każdy z nich miał zawieszona przed sobą błyszczącą gwiazdę.
W ten sposób widziały to oczy. One za nic nie chciały dopuścić do głosu zdrowego rozsądku, bezczelnie twierdzącego, że to tylko Keria, Fuego i Ertian ze swoimi Kryształami Żywiołów. Teraz już wszystkie Kamienie miały postać materialną.
Arin potrząsnęła gwałtownie głową i zrobiła kilka kroków do przodu. Poczuła, że palce Shaki zaciskają się na jej ramieniu, jednak on nie próbował jej zatrzymać. Szedł tuż obok. Nie wiedziała, jak ma mu dziękować za ten uścisk. Nie miała pojęcia czy w ogóle powinna. Był jak kotwica łącząca ją z realnym światem. Virgo zawsze pomagał wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne. Bez zbędnych słów tam, gdzie wystarczał gest.
Kolorowy wir mocy zatrzymał ich w miejscu. Zrozumieli ostrzeżenie. Spojrzeli na siebie przelotnie i postanowili zaryzykować.
Zrobili dokładnie dwa kroki. Shaka poleciał do tyłu, jakby wpadł na niego rozpędzony byk i wylądował na najbliższej kolumnie. Po chwili był już na nogach, ale dojść zdołał tylko do miejsca, z którego go odrzuciło. Dalej była ściana. Nie prawdziwa, ale niewidzialny mur mocy, przez który nie mógł się przedostać.
Dziewczyna poczuła, jak moc prześlizguje się po niej. Rozpoznając. Szukając. I nie znajdując. Krzywy uśmiech rozciągnął jej wargi. Choć w tym się nie pomyliła. Jej nic nie odrzuciło do tyłu, jednak również nie mogła zrobić choćby kroku w stronę strażników.
Dalej nie mogli iść - oboje zrozumieli to aż za dobrze. Nie zatrzymają ich. Przegrali.
Arin patrzyła przed siebie, przeklinając własną bezsilność. Nic nie była w stanie zrobić. Mogła tylko obserwować, modląc się, aby tym, z którymi zamierzała walczyć starczyło sił. Aby nie stracili kontroli. Tylko, czy to w ogóle było możliwe?
Cienkie wiązki światła połączyły Kryształy, niczym jakiś gigantyczny spirograf. Kolorowe linie przecinały powietrze, tworząc przeplatające się, świetliste wzory, które wciąż się zmieniały. Arin i Shaka pozostali na zewnątrz kręgu, niczym dzieci, które z ukrycia podpatrują wspaniałe przedstawienie.
Otaczająca ich moc osiągnęła szczyt i dziewczyna miała wrażenie, że mogłaby jej dotknąć, gdyby tylko wyciągnęła rękę. Tuż pod witrażowym sklepieniem, mniej więcej na środku pojawiła się nowa gwiazda. Błyszczący, niesamowicie czysty kryształ zawisł w powietrzu, a wypełniająca salę energia zaczęła powoli spływać w jego kierunku.
Wyglądało to wspaniale, jednak Shaka widział, że nie wszystkie świetlne iskierki są posłuszne temu wezwaniu. Niewielkie, równie niszczycielskie co lasery wiązki świetlne próbowały gdzieniegdzie wyrwać się z kręgu i pomknąć na spotkanie tych, którzy stali na zewnątrz. Białe twarze strażników aż zbyt dobrze mówiły, jak trudno było je powstrzymać.
Szalejący wokół wiatr jeszcze się wzmógł. Wyglądało to tak, jakby Eol zapragnął nagle unieść cały budynek w przestworza i pokazać najdalszym nawet gwiazdom.

Następna cześć: Rozdział XXXII


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Sant Seiya Revolution - Multimedia
Aiolia Leo

Aiolia2

Camus6

Skorpion Milo

Złoty Rycerz Skorpiona

Milo





Verien
Verien
16:32:14
LordRayden
1 dzień
Sonea
Sonea
5 dni
Alien_2
Alien_2
6 dni
Duch
Duch
6 dni
Willow86
Willow86
1 tydzień
Copyrights © Saint Seiya Revolution 2006 - 2019
Powered by PHP-Fusion copyright Š 2002 - 2013 by Nick Jones. Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.