Którą serię wytypowałeś w oficjalnej ankiecie Cav Zodiaco jako tą, którą chętnie byś zobaczył na 30-lecie Saintów?

Next Dimension
Next Dimension
26% [16 głosów]

Epizod G
Epizod G
16% [10 głosów]

Saintia Shou
Saintia Shou
3% [2 głosy]

Zeus Chapter
Zeus Chapter
18% [11 głosów]

Remake klasyka
Remake klasyka
31% [19 głosów]

Inną
Inną
6% [4 głosy]

Ogółem głosów: 62
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 01/16/2016

Archiwum ankiet

FAN FICTION - Aylis - Wojna Żywiołów 23

Rozdział XXIII - Obietnice

Blask pochodni rzucał na ściany jaskini migoczące cienie. Albo złośliwość płomieni, albo też wybujała wyobraźnia obecnych osób nadawała im kształty aż za bardzo podobne do sylwetek rycerzy. A może to były nerwy? Napięte już do granic możliwości przez przedłużające się czekanie, które znacznie zmniejszało ich, od początku niewielkie, szanse na sukces? Czekanie... jakże znienawidzona czynność, zwłaszcza, gdy zmusza do obserwowania nabierających rozpędu wydarzeń, których nie można zatrzymać... a które z całą pewnością nie są pomocne. Nic więc dziwnego, że Keria i Fuego byli już wyjątkowo nerwowi i niespokojni. Oboje podskoczyli, gdy jeden z cieni nie rozwiał się tak, jak pozostałe, ale przybrał realną formę zbliżającego się człowieka. Strażnik Ognia poderwał się i zaatakował. Zatrzymał dłoń dopiero tuż przed twarzą Ertiana.
- A, to ty. - Wyjątkowo miłe powitanie nie zostało jednak skomentowane. Chłopak już od jakiegoś czasu prawie wcale się do nich nie odzywał. - Gdzie byłeś tym razem?
Długie, chłodne spojrzenie mogłoby odebrać odwagę niejednemu przeciwnikowi, ale nie Fuego. On odpowiedział jedynie drwiącym uśmieszkiem.
- Dlaczego tak bardzo was interesuje co robię? Co wam do tego?
Płomiennowłosy zmrużył oczy, co nadało jego twarzy wygląd nieco upodabniający do węszącego drapieżnika.
- Ostatnio dość często znikasz, nigdy nie mówiąc dokąd idziesz.
- I co z tego? To moja sprawa.
- Nasza również. Jesteśmy tu w określonym celu. Chyba nie zapomniałeś?
- Jakże bym mógł. - Ironia w głosie Ertiana była ryzykowna, ale on zdawał się tego nie zauważać. - Przecież powtarzasz mi to przy każdej z tych krótkich, fascynujących spotkań naszej drużyny. Mogę nas tak nazywać? - Dodał patrząc na niego niewinnie.
Rozwścieczony Fuego rzucił się w jego stronę.
- Dosyć! Obaj przestańcie!
Ku wielkiemu zaskoczeniu strażnika Ziemi, Fuego usłuchał. Przez chwilę około setki pytań przemknęło mu przez głowę, z czego dwa pozostały wyraźne: co zaszło pomiędzy jego towarzyszami? Czy rzeczywiście nie było go aż tak długo, żeby nie zauważył zmiany w ich zachowaniu? Tymczasem Keria zbliżyła się i zatopiła stalowy błękit swojego spojrzenia w jego oczach.
- Ertian, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, to my nie jesteśmy wrogami. Zgodziłeś się nam pomóc, więc przestań się tak zachowywać! Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, a teraz ty dostarczasz nam coraz więcej powodów, dla których powinniśmy ci nie ufać!
Nie potrafił odwzajemnić jej spojrzenia. W tej wypowiedzi było zbyt wiele prawdy... gorzkiej prawdy. Nie jest łatwo zdradzić tych, którzy są twymi przyjaciółmi... a czy to, co on zrobił do tej pory i to, co zamierzał zrobić nie było zdradą? Zdał sobie sprawę, że nie chce znać odpowiedzi na to pytanie. Lepiej nie. Odwrócił wzrok.
- Trenowałem. - Powiedział w końcu cicho, nie patrząc na nich.
Zdziwienie na ich twarzy było bardzo wyraźne.
- Po co?
Zaklął w duchu. No właśnie po co? Przecież nie może powiedzieć im prawdy.
- Zostało mało czasu, chciałem się przygotować. Wiesz, że lubię ćwiczyć sam.
- Szczerze mówiąc, nie wiedziałam. - Odparła przyglądając mu się uważnie. - Mogłeś nam po prostu powiedzieć.
- Pewnie tak. Przepraszam.
Zapadło milczenie. Dopiero po dłuższej chwili Keria ponownie je przerwała.
- Ertian...
- Tak?
- Masz rację zostało tylko kilka dni... obiecaj mi coś.
Spojrzał na nią zaskoczony.
- Co?
- Że nie zrobisz nic głupiego.
Znowu odwrócił wzrok i zapatrzył na cienie na ścianie.
- Obiecuję. - Powiedział, wciąż na nich nie patrząc.

* * *

Arin weszła ciężkim krokiem do pokoju i rzuciła się na łóżko. Tego dnia Shaka przeszedł samego siebie na treningu i dziewczyna przypuszczała, że ból w mięśniach, częściowo poobijanych, a częściowo po prostu przemęczonych nie minie jej przez najbliższe kilka dni. Dlatego z radością przywitała miękką i czysta pościel i obietnicę odpoczynku. Jednak pomimo zmęczenia sen nie przychodził. Jakoś nie mogła pozbyć się ze swojej głowy rozbieganych myśli, które jeszcze przed treningiem przeszkadzały jej w czytaniu, ale nawet jeśli znała przyczynę tego stanu, nigdy by się do tego nie przyznała, zwłaszcza przed samą sobą. Ostatecznie uznała, że wszystkiemu winna jest dziwnie niepewna pogoda i wyjący za oknem wiatr. Mimo wszystko nie miała w sobie dość siły lub ochoty, aby wstać i się czymś zająć.
Dopiero po kilkunastu minutach, gdy zaczęła powoli zapadać w miłe odrętwienie, rozległo się pukanie do drzwi, w dotychczasowej ciszy równie donośne, co bicie kościelnych dzwonów. Arin jęknęła i niechętnie odwróciła głowę w stronę wejścia, w którym po chwili pokazała się głowa Kikiego.
- Co robisz? - Zapytał chłopiec.
- A nie widać? Kiki, czego chcesz?
Mały przestępował z nogi na nogę przy drzwiach. Jego widok był dziwnie znajomy. Arin stłumiła uśmiech, uświadomiwszy sobie, że tak samo postępował, a właściwie nadal postępuje inny chłopak, w sumie niewiele od niej młodszy, gdy nie wie jak ma się zachować. Przez chwilę jej myśli pozostały przy nim. Zastanawiała się w jaką część świata tym razem rzucił go los... choć czy można tak powiedzieć? Ostatecznie to on był jego panem, a nie odwrotnie. Powoli wróciła na ziemię i spojrzała na Kikiego.
- O co chodzi?
- O Mistrza... ja... widziałem jak sprawdzał i czyścił swoja zbroję, a to przecież teraz nie potrzebne. Był przy tym dziwnie ponury... ty wiesz, prawda? Wiesz, co się dzieje? Dlaczego nie chcecie mi powiedzieć?!
Milczała chwilę. Oczywiście, wiedziała. Tylko, że on dowiedzieć się nie mógł, nawet jeśli martwił się o Mu. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, syknęła, gdy poczuła zimno posadzki, na którą położyła bose stopy.
- Nic się nie dzieje, Kiki. - Odparła spokojnie. - Przynajmniej nic nowego. Wiesz, jaką mamy sytuację. Nie wiemy, kiedy strażnicy zaatakują, więc musimy być - być gotowi przez cały czas. Zbroi to też dotyczy. – Uśmiechnęła się delikatnie. - Jeśli cię to uspokoi, to mogę pójść do Mu i z nim porozmawiać, ale nie sądzę, abym dowiedziała się czegoś nowego, pewnie po prostu martwi go ta niepewność.

* * *

Gdy tylko weszła do pokoju, który służył za salon, zrozumiała, dlaczego wyraz twarzy Mu zaniepokoił Kikiego. Co prawda, osoba postronna nie zauważyłaby w tym nic niezwykłego - po prostu skupiony rycerz klęczy przy swojej zbroi i naprawia drobne pęknięcia. Jednak uczeń Mu spędził z nim już wiele lat i znał go bardzo dobrze. Coś było nie tak. Zaciśnięte usta, zmarszczone czoło i pewien nieuchwytny cień w oczach. Mu martwił się jutrzejszym pojedynkiem. Kto wie, może nawet trochę bał?
Powoli podeszła do niego i usiadła obok. Nawet nie podniósł wzroku, niczym nie dał po sobie poznać, że ja zauważył, ale i tak wiedziała, że on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ona tu jest. Milczeli chwilę.
- Jak ci idzie? - Pytanie zadane zostało tak zdawkowym tonem, że można by pomyśleć, że dotyczy np. malowania obrazu w leniwe letnie popołudnie, a nie przygotowywania zbroi do pojedynku.
- Nieźle. Muszę jeszcze tylko naprawić kilka pęknięć, a potem poskładać to w całość. Znowu zapadła cisza.
- Kiki się martwi, widział jak tu pracujesz.
- Wiem. Powinienem był robić to w pracowni, ale jakoś nie pomyślałem o tym wcześniej, a potem już nie chciało mi się przenosić.
Wyciągnęła rękę i zatrzymała jego dłoń. Spojrzał na nią i zobaczył, że go obserwuje.
- Pierwszy raz słyszę, że ty czegoś nie przemyślałeś. - Smutny uśmiech rozjaśnił jej postarzałą twarz. - To zawsze była moja domena, ty musiałeś mieć dopięte wszystko na ostatni guzik.
- Czasy się zmieniają, ludzie też.
- Nawet ty?
Zamiast odpowiedzieć wyciągnął rękę i delikatnie przejechał palcami po jej twarzy. Dopiero po chwili przerwał milczenie.
- Jakoś się trzymam, choć rzeczywiście ta walka mi się nie uśmiecha. Jednak nie mam zamiaru dać się zabić. Ten cały Ertian będzie musiał się ze mną pomęczyć.
- Tak bardzo zależy ci na życiu? - Powiedziała to z dziwnym smutkiem, bardzo cicho.
- A tobie nie? - Spytał, przyglądając się jej. - Arin, możesz mi coś obiecać?
Patrzyła na niego lekko uśmiechnięta i zaciekawiona.
- Co?
- Że przeżyjesz.
- Nie rozumiem.
- Obiecaj mi, że przeżyjesz nadciągające walki i kiedyś tu wrócisz. Wolna.
- Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać. - Odparła poważnie. - To jest wojna, wszystko może się zdarzyć.
- Jesteś wystarczająco silna, żeby przeżyć. Obiecaj mi.
Długo milczała, już na niego nie patrząc.
- Obiecuję.
Wstała, obeszła go i podniosła z ziemi jego nóż. Przejechała jego ostrzem po swoim nadgarstku. Mu patrzył zaskoczony, jak jego siostra kieruje kapiącą krew na jego zbroję. Spojrzał na nią pytająco. Uśmiechnęła się.
- Powiedzmy, że ta obietnica ma działać w dwie strony. Przyda ci się jutro sprawna zbroja.

Następna cześć: Rozdział XXIV


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Sant Seiya Revolution - Multimedia
Aiolia Leo

Aiolia2

Camus6

Skorpion Milo

Złoty Rycerz Skorpiona

Milo





Verien
Verien
16:32:34
LordRayden
1 dzień
Sonea
Sonea
5 dni
Alien_2
Alien_2
6 dni
Duch
Duch
6 dni
Willow86
Willow86
1 tydzień
Copyrights © Saint Seiya Revolution 2006 - 2019
Powered by PHP-Fusion copyright Š 2002 - 2013 by Nick Jones. Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.